365 dni recenzja

Recenzja filmu 365 dni

Oto moja recenzja filmu 365 dni

365 dni to historia odnoszącej sukcesy, ale nieszczęśliwej młodej kobiety, której droga krzyżuje się z drogą młodego, przystojnego szefa mafii. Porywa ją i daje jej roczny termin na zakochanie się w nim. Pomimo szorstkiego wprowadzenia, ostatecznie poddaje się jego urokom i zakochuje się w nim. Głównym rdzeniem filmu jest dominacja, czyli sposób, w jaki męski bohater wykorzystuje swoją surową męskość, aby całkowicie przytłoczyć dziewczynę, aż w końcu poddaje się jej pożądaniu, więc ten film jest bardzo oczywistym naśladowcą 50 twarzy Greya.

Ten film nie jest zły. Ale też nie jest dobry, pamiętaj ! Ale kiedy zrozumiesz, dlaczego został stworzony w pierwszej kolejności, możesz przynajmniej zrozumieć jego motywację. Można spojrzeć na ten film na dwa sposoby:

Próbujesz spojrzeć na ten film w normalnym świetle i od razu zauważasz jedną rzecz: czerpie wiele inspiracji z filmu 50 Twarzy Greya, ale dodaje całkowicie absurdalny scenariusz porwania. To tak, jakby 50 Shades zderzyło się z bardzo dużą prędkością z Piękną i Bestią, a potem ktoś sfilmował tragiczne, niechlujne następstwa i sprzedał to jako film. Pierwszy akt wydaje się dość prosty: młoda dziewczyna jest głęboko sfrustrowana swoim życiem miłosnym i ma spotkać przystojnego, asertywnego gangstera. Ale jak przebiega spotkanie, zaczyna się szaleństwo: celowo porywa ją z ulicy i trzyma w niewoli.

Następnie mówi jej, że pozwoli jej odejść tylko wtedy, gdy uda jej się nie zakochać w nim w ciągu jednego roku. To już wydaje się być fabułą wziętą prosto z odcinka Prawo i porządek: SVU. Wyjaśnienie, jakie daje, dlaczego poszedł za nią w pierwszej kolejności, dodaje kolejną grubą warstwę szaleństwa do ciasta bananowego. Wydarzenia, które następują, są tak zdumiewająco dziwne, że wprawiają w zakłopotanie. Nie zajmuje jej zbyt wiele czasu, aby zaakceptować swoje kłopoty, a po tym, co wydaje się być nie więcej niż jednym dniem, już bawi się w zalotne gry i drażni się z nim. Kiedy odzyskuje telefon komórkowy i laptopa, nigdy nie zawraca sobie głowy, by powiedzieć, zadzwonić na policję ani powiedzieć rodzinie, co się dzieje. Przez połowę filmu zachowuje się bardziej jak dziewczyna, która tylko drażni się i próbuje wzbudzić w niej zazdrość, niż jak kobieta, która właśnie została porwana w celach seksualnych przez obłąkanego mordercę. W każdym innym kontekście, zobaczenie, jak się poddaje, sypia z nim i zaczyna związek z porywaczem, byłoby przerażającą historią o biednej kobiecie zmuszanej wbrew jej woli i po całkowitym załamaniu w środku, akceptacji jej losu.

Widok jej błędu, że nieunikniony Syndrom Sztokholmski naprawdę się zakochuje, jest nie tylko tragiczny, ale wręcz obraża inteligencję widza. Zakończenie też nie pomaga, bo stara się być ponury i poważny, ale gdy film się kończy, te dwa słowa już dawno przeleciały przez okno. Ten film wydaje się jeszcze bardziej zaskakujący i nie na miejscu w naszych obecnych czasach, erze walki o równość płci, walki o większy szacunek dla kobiet i ruchu MeToo.

Ocena 4/10

Give a Comment